NARODOWY CZYLI JAKI?
Od blisko sześciu lat w okresie rządów PiS słyszymy kłamliwe zaklęcia o wstawaniu z kolan, Polsce w ruinie, konieczności upaństwowienia wszystkiego co się da w imię jakiejś bliżej nieokreślonej narodowej dumy i chwały. W zasadzie wszystko co dotyczy naszego życia społeczno-gospodarczego i politycznego powinno być narodowe. W narracji rządzących mamy więc narodowe: przedsiębiorstwa, muzea, teatry, widowiska, szkoły, uczelnie wyższe, instytuty, fundacje, mecze, skoki narciarskie, wielkie (na ogół absurdalne z ekonomicznego punktu widzenia) inwestycje, a nawet narodową, czyli „jedynie prawdziwą”, historię Polski.
Narodowe organizacje muszą mieć swoje kierownictwa (zarządy, rady nadzorcze lub programowe oraz prezesów i wiceprezesów) które nimi zarządzają, oczywiście dla dobra narodu. Ludzie powoływani do organów władzy lub ciał doradczych tych organizacji nie muszą mieć żadnych szczególnych kompetencji formalnych i merytorycznych (praktycznie zniknęły transparentne konkursy na najważniejsze stanowiska), ale koniecznie muszą być „nasi”, BMW, bierni mierni, ale wierni i bezrefleksyjnie popierający Zjednoczoną Prawicę, a zwłaszcza niekwestionowanego wodza tej narodowo-socjalistycznej grupy. To rządzące od sześciu lat środowisko polityczne jest również narodowe, czego zewnętrznym wyrazem są biało-czerwone flagi wpięte w klapy ich kostiumów lub marynarek. W realizacji jedynie słusznej, narodowej misji tego środowiska mają aktywne wsparcie ze strony większości hierarchów Kościoła Katolickiego, którzy potrafią bardzo selektywnie traktować ważne przykazanie miłości bliźniego swego, ograniczając je do osób heteronormatywnych lub embrionów, rzadziej nieletnich dziewczynek lub chłopców (zgłaszając później po zbrodniczym czynie prośbę: „zapominamy i prosimy o zapomnienie”), pozostałych kwalifikując do grupy „tęczowej zarazy” lub antychrystów.
W konsekwencji takiej urojonej narodowej narracji mamy całkowicie realne i jednocześnie zaskakujące w normalnych, demokratycznych krajach, kariery liderów tego narodowego środowiska, które niezwykle barwnie opisał ostatnio na Facebooku Krzysztof Skiba, „Gdy na czele największej firmy państwowej siedzi facet uwikłany w szemrane interesy, gdy premierem jest notoryczny kłamca skazany sądownie za mówienie nieprawdy, gdy służbami specjalnymi kieruje uzależniony od alkoholu przestępca, gdy telewizją dowodzi mistrz obłudy, który partie zmieniał jak rękawiczki. Gdy ministrem spraw zagranicznych był facet, który nie znał geografii, a armią przez moment kierował wariat, gdy ministrem zdrowia był pan o tak lepkich rączkach jak klej super glu. Gdy prezydentem jest narciarz bez kręgosłupa, wicemarszałkiem sejmu były narkoman, nadzorem radiowym kieruje perukarz, a szefuje tym wszystkim facet, który Polskę pomylił z kocią kuwetą we własnej melinie. I cała ta wesoła ferajna wspomagana jest przez Kościół, który zamienił wiarę w Boga w Wielki Bankomat, a sam stał się parasolem ochronnym dla pedofili. To zastanawiam się czy rzeczywiście nie czas już wezwać Batmana”. Takich karier na szczeblach niższych są oczywiście tysiące.
Każda z wymienionych w powyższym cytacie osób zapewne w pełni identyfikuje się z narodowym podejściem PiS do wszystkiego co nas otacza, bo przecież nie mogliby inaczej pełnić tak zaszczytnych i, co chyba dla nich ważniejsze, intratnych ról w naszym życiu publicznym. Pewnie niewielu z nich zna znamienną w tym kontekście wypowiedź filozofa Arthura Schopenhauera, że „Najmniej wartościowym rodzajem dumy jest duma narodowa. Kto bowiem nią się odznacza, ten zdradza brak cech indywidualnych, z których mógłby być dumny, bo w przeciwnym wypadku nie odwoływałby się do czegoś, co podziela z tyloma milionami ludzi. Kto ma wybitne zalety osobiste, ten raczej dostrzeże braki własnego narodu, ponieważ ma je nieustannie przed oczyma. Każdy jednak żałosny dureń, który nie posiada nic na świecie, z czego mógłby być dumny, chwyta się ostatniej deski ratunku, jaką jest duma z przynależności do danego akurat narodu”.
Na zakończenie chciałbym wszystkim „narodowcom” spod znaku Zjednoczonej Prawicy, którzy od sześciu lat stali się de facto wrogami własnego narodu, łamiąc nagminnie najważniejszą umowę społeczną, czyli uchwaloną w 1997 roku Konstytucję, przypomnieć, że zgodnie z Preambułą zawartą w tej Ustawie Zasadniczej: „….Naród Polski – (stanowią) – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej….”, czyli nie tylko „narodowcy”, ale także pozostały, „gorszy sort” Polek i Polaków. Wiadomo także czemu służy podkreślanie narodowego charakteru instytucji, przede wszystkim dzieleniu społeczeństwa, według kryteriów charakterystycznych dla systemów autorytarnych, na swoich, popierających władzę oraz wrogów, czyli tych, którzy tej władzy nie popierają, ponieważ szanują demokrację i praworządność, a lenistwo intelektualne i oportunizm są dla nich obcą ideologią. CZAS NA PRZYZWOITOŚĆ.
