ANDRZEJ DUDA NIE JEST DEBILEM PODOBNIE JAK ZNAKOMITA WIĘKSZOŚĆ SPOŁECZEŃSTWA POLSKIEGO

W pełni zgadzam się z Bartoszem T. Wielińskim (zob. dzisiejsza wyborcza.pl), że prezydent Andrzej Duda nie jest debilem, aczkolwiek dla wielu racjonalnie myślącym obywateli, jego postawy i zachowania, nasuwać mogą pytania o to: czy głowa naszego państwa nie zachowuje się czasami  jakby była upośledzona w stopniu lekkim (słowo debil oznacza „człowieka niedorozwiniętego umysłowo”, zob. Słownik języka polskiego, PWN, Warszawa 1978, s 364), ponieważ w trakcie swojej pierwszej kadencji, kampanii wyborczej w 2020 roku oraz obecnej drugiej kadencji popełnił: liczne delikty konstytucyjne, wykazał się wyjątkowym serwilizmem wobec prezesa partii, nie spełnił wielu obietnic wyborczych, posługiwał się populistyczną narracją historyczną, dzielił, a nie łączył Polaków, był stronniczy w sprawach przekonań religijnych oraz niejednokrotnie wykonując swoją funkcję ośmieszał najwyższy urząd w państwie.

Szczególne wątpliwości budziło jego jawne łamanie Konstytucji oraz chwilami zasad zdrowego rozsądku, kiedy na przykład ułaskawił osoby, które nie były skazane prawomocnym wyrokiem. O ludziach LGBT mówił, że to „nie ludzie tylko ideologia”. Chciał zakazać adopcji dzieci przez pary homoseksualne, czyli jako doktor prawa, zamierzał zakazać coś, co w polskim porządku prawnym jest  niedopuszczalne. W trakcie ostatniej kampanii prezydenckiej (która odbywała się w czasie pandemii Covid-19) oświadczył, że „jest przeciwnikiem jakichkolwiek szczepień”, dodając przejrzystą argumentację: „bo jestem”. Takich działań i zachowań Andrzeja Dudy w polityce wewnętrznej jak i zagranicznej można by mnożyć bez liku. Trudno więc dziwić się, że takie irracjonalne postawy urzędującego prezydenta rodziły wątpliwości co do jego intelektualnej zdolności  do pełnienia tego najwyższego w naszym państwie urzędu.

Warto zauważyć, że często w życiu potocznym, nazywamy kogoś „debilem”, ponieważ nie zgadzamy się na jego bezprawne lub zwyczajnie nieprzyzwoite zachowanie w życiu prywatnym i tym bardziej w życiu publicznym. Myślę, że właśnie w tym potocznym znaczeniu użył tego określenia pisarz Jakub Żulczyk, nazywając na Facebooku Andrzeja Dudę debilem, za co jest oskarżany z tytułu zniesławienia głowy państwa. Ostatecznie o jego winie lub niewinności niech zdecyduje niezawisły sędzia, a nie autor niniejszego postu lub sędzia nominowany przez ministra sprawiedliwości.

Chciałbym jednocześnie, wobec powyższego oskarżenia Pana Jakuba Żulczyka,  zadać pytanie co jest większym przestępstwem lub wykroczeniem wobec obowiązującego porządku prawnego w demokratycznym państwie prawa: znieważenie urzędującego prezydenta, nazywając jego zachowanie  słowem „debil”  (używanym również w mowie potocznej wobec kogoś kto zachowuje się nieprzyzwoicie) czy znieważanie większości obywateli przez tego samego prezydenta, poprzez jego aktywny udział w bezprawnym zawłaszczaniu ich konstytucyjnych praw?

Kiedy spojrzymy na to z nieco innej strony, czyli na przykład zadamy pytanie jaki wpływ miał Andrzej Duda, jako prezydent RP, na stopniowe przekształcanie naszej demokracji w system autorytarny, poprzez praktyczną likwidację Trybunału Konstytucyjnego, upolitycznienie KRS, upartyjnienie TVP i Polskiego Radia oraz wiele innych działań, które wymagały podpisu prezydenta, to odpowiemy jednoznacznie, że wpływ ten był kluczowy. W związku z powyższym można z całą stanowczością powiedzieć, że wiele decyzji prezydenta nie służyło dobru wspólnemu, tylko wyłącznie utrzymaniu się przy władzy jego środowiska politycznego oraz bezprawnemu poszerzaniu tej władzy, z pominięciem zapisanych w naszej Konstytucji i traktatach zawartych z Unią Europejską zabezpieczeń przed autorytaryzmem i bezprawiem władzy publicznej. W destrukcji demokracji i praworządności prezydent Andrzej Duda odegrał rolę istotną, jako uległy wobec Kaczyńskiego długoPiS, aczkolwiek nie wiodącą. Ten status od samego początku tzw. „dobrej zmiany” należy się Jarosławowi Kaczyńskiego oraz jego dzielnemu uczniowi ministrowi Zbigniewowi Ziobro.

Konkludując chciałby z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że prezydent Andrzej Duda nie jest DEBILEM, mimo uzasadnionych powodów, jakie ustawicznie dostarcza nam do stawiania pytań o jego sprawność intelektualną. W mojej opinii jest osobą w pełni władz umysłowych i powinien w przyszłości, po zmianie władzy w Polsce odpowiadać przed stosownymi trybunałami lub sądami powszechnymi,  z tytułu aktywnej współpracy z tzw. Zjednoczoną Prawicą w łamaniu naszych konstytucyjnych praw i wolności. Dla mnie prezydent Andrzej Duda nie jest debilem, ale tylko PiSdzielcem, czyli jednym z wielu naszych współobywateli, którzy nie szanują demokracji i praworządności lub jej nie rozumieją z własnej ignorancji lub oportunizmu.

CZAS NA PRZYZWOITOŚĆ.