Ożywiona ostatnio dyskusja, wzmocniona propozycją Marszałka Szymona Hołowni, zgłoszenia ekstra ustawy, związanej z zatwierdzeniem wyboru prezydenta RP, jest w mojej opinii bezprzedmiotowa i niepotrzebnie wywołuje społeczne emocje. Wobec istnienia (a w zasadzie nieistnienia w tzw. obrocie prawnym) izby nadzwyczajnej i spraw publicznych (dalej tzw. Izba), która jakoby miała zatwierdzać wyniki wyborów w Polsce pojawiają się, słuszne zresztą obawy, o jej stronniczość w ewentualnym stwierdzeniu ważności lub nieważności wyborów.
Przypomnijmy zatem naszym współobywatelom, że wymyślona dla ochrony interesów partyjnych Kaczyńskiego i jego akolitów tzw. Izba, nie jest sądem w świetle orzeczeń europejskich i polskich sądów. Nie ma więc żadnego znaczenia jaką opinię po wyborach prezydenckich wyda ten nieistniejący i bezprawny organ (tzw. Izba).
„Szczęśliwie polska Konstytucja nie uzależnia możliwości objęcia urzędu przez nowo wybranego prezydenta od tego, że jakiś sąd, w szczególności Sąd Najwyższy, stwierdzi ważność jego wyboru. Ta istotna kompetencja Sądu Najwyższego polega na stwierdzeniu nieważności wyborów, bo gdyby tak się stało, trzeba byłoby na nowo te wybory przeprowadzić. Rzeczywiście SN wydaje uchwałę o stwierdzeniu ważności, ale ona ma charakter jedynie potwierdzający, od tego nie zależy objęcie urzędu prezydenta”(zob. Prof. Włodzimierz Wróbel, sędzia SN, w audycji „Tak jest” w TVN24).
Jako niefachowiec w dziedzinie prawa konstytucyjnego wyobrażam sobie, że po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich przez Państwową Komisję Wyborczą zostanie przesłany stosowny protokół do wszystkich sędziów Sądu Najwyższego, zarówno prawidłowo powołanych jak i tzw. neosędziów. Zebranie ogólne prawidłowo powołanych sędziów SN stwierdza ważność lub nieważność wyborów. Ewentualne opinie tzw. neosędziów w przedmiotowej sprawie należy traktować jako nieistniejące. I tyle w tej sprawie.
Warto jednocześnie dodać fakt, że w historii wyborów prezydenckich, mimo wielu indywidualnych, niezgodnych z prawem incydentów, Sąd Najwyższy nigdy nie unieważnił wyborów prezydenckich. Chaos prawny zainfekowany PiS-owskim wirusem bezprawia i próbą zamiany w latach 2015-2023 demokracji konstytucyjnej w autokratyczny system bezprawia nie może być parawanem ochronnym dla kłamliwej narracji tego środowiska w jakiejkolwiek sprawie związanej z wymiarem sprawiedliwości lub wyborami.
Należy zatem skupić uwagę na wszelkich działaniach obywatelskich zmierzających do tego, żeby prezydentem został wybrany ten kandydat, który zna się nie tylko na Konstytucji, sporcie i polityce międzynarodowej, ale jest i będzie głową państwa, której obowiązkiem moralnym i prawnym będzie dbać o wszystkich obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, niezależnie od ich pochodzenia, wyznawanej lub niewyznawanej religii, koloru skóry, akceptowanych przez naszą Konstytucję poglądów i powszechnie szanowanych w krajach demokratycznych praw i wolności człowieka i obywatela.
CZAS NA PRZYZWOITOŚĆ.