Wiktor Orban znów mówi głośno to, co Kreml chce usłyszeć: „Rosja wygrała wojnę, a Ukraina ją przegrała. Zachód musi to zaakceptować” — oraz że „moglibyśmy doprowadzić do upadku Ukrainy w jeden dzień”. Takie tezy podważają prawo Ukrainy do samoobrony (art. 51 Karty NZ) i stoją w sprzeczności z rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ, która wprost potępiła rosyjską agresję i zażądała pełnego wycofania wojsk.
Skoro premier Węgier otwarcie kwestionuje elementarne zasady bezpieczeństwa w Europie, UE nie powinna udawać, że nic się nie dzieje. Narzędzia są na stole:
art. 7 TUE – zawieszenie praw państwa członkowskiego, w tym głosu w Radzie;
mechanizm warunkowości (rozporządzenie 2020/2092) – wstrzymanie wypłat z budżetu UE;
egzekwowanie wyroków TSUE (np. 200 mln € kary + 1 mln € za każdy dzień zwłoki za łamanie prawa azylowego).
Dziś pytanie nie brzmi, czy reagować, lecz jak szybko i jak twardo. Tolerowanie polityki Orbana osłabia Unię, podcina solidarność z napadniętym sąsiadem i nagradza łamanie reguł. A w Polsce warto pamiętać, że to niegdyś polityczny sojusznik części naszej prawicy (Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego). Czas jasno powiedzieć, po której stronie stoimy.
CZAS NA PRZYZWOITOŚĆ I EGZEKWOWANIE NORM PRAWA MIĘDZYNARODOWEGO ORAZ UNIJNEGO.
