IMPLICYTNY PREZYDENT BOJKOTUJE FUNKCJONOWANIE DEMOKRATYCZNEGO PAŃSTWA PRAWA

Karol Nawrocki zachowuje się dziś nie jak strażnik Konstytucji, lecz jak samozwańczy monarcha, dla którego demokratyczny mandat obywateli i trójpodział władzy są przeszkodą, a nie zobowiązaniem. Poprzez arbitralne odmawianie nominacji sędziowskich, oficerskich czy profesorskich oraz wetowanie ustaw przyjętych przez demokratyczną większość parlamentarną z powodów wyłącznie politycznych, nagina swoje konstytucyjne obowiązki do logiki prywatnego interesu i ideologicznej lojalności.

Działania te są nie tylko jawnym pogwałceniem art. 7 Konstytucji RP („Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”), ale również duchem sprzeczne z art. 126 ust. 2, który nakłada na prezydenta obowiązek stania „na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności jego terytorium, a także przestrzegania Konstytucji”. Zamiast być arbitrem i symbolem wspólnoty, staje się aktorem politycznego teatru, w którym weto i odmowa podpisu są narzędziem sabotażu demokratycznego porządku.

Warto przypomnieć, że nominacje urzędowe (sędziowskie, profesorskie, oficerskie, ambasadorskie) mają charakter ceremonialno-symboliczny, nie merytoryczny. Decyzje o ich treści zapadają w wyspecjalizowanych gremiach — radach, komisjach, kolegiach i ministerstwach — a rola prezydenta polega na uroczystym potwierdzeniu woli państwa, nie jej blokowaniu. Odmowa takiego aktu jest więc nie przejawem „władzy”, lecz demonstracją pogardy dla instytucji i prawa.

Historia już znała takich „warchołów konstytucyjnych” — od liberum veto po sanacyjne nadinterpretacje prerogatyw. Każdy z tych epizodów kończył się osłabieniem państwa, erozją zaufania obywateli i utratą zdolności do wspólnego działania. Dzisiejszy prezydent populizmu 3P (populizm, polaryzacja, post-prawda) wpisuje się w tę niechlubną tradycję, podkopując podstawy państwa obywatelskiego, które powinien chronić. W ten sposób nie pełni funkcji głowy państwa, lecz blokera demokracji.

Wybrany w demokratycznych wyborach prezydent ma moralny i konstytucyjny obowiązek służenia wszystkim obywatelom, a nie jednej partii czy doktrynie. Uzurpowanie sobie kompetencji, których nie posiada, jest deliktem konstytucyjnym i powinno być przedmiotem odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Prezydent nie jest władcą — jest jednym z organów państwa, działającym w ramach konstytucyjnych granic wyznaczonych przez suwerena, czyli Naród (art. 4 Konstytucji)

CZAS NA PRZYZWOITOŚĆ, ODPOWIEDZIALNOŚĆ I PRAWORZĄDNOŚĆ.
Bo demokracja nie obroni się sama — musi mieć obywateli, którzy reagują.