POŻYTECZNA IDIOTKA CZY NOŚNIK KREMLOWSKIEJ DEZINFORMACJI?

Od początku swojej działalności publicznej w Parlamencie Europejskim pani Ewa Zajączkowska-Hernik konsekwentnie mówi, pisze i działa na rzecz osłabienia poparcia Polek i Polaków dla członkostwa Polski w Unii Europejskiej – organizacji, z której jednocześnie pobiera bardzo wysokie wynagrodzenie publiczne. Jak zauważył pisarz Jakub Żulczyk (zob. załączony kolaż), mamy tu do czynienia z rażącą sprzecznością: krytykowaniem instytucji, która finansuje jej działalność polityczną. To klasyczny przykład hipokryzji politycznej, wymagający publicznego wyjaśnienia.

Spróbujmy jednak pójść dalej i przeanalizować skutki narracji polexitowej, którą pani Zajączkowska-Hernik aktywnie promuje. Gdyby taka narracja zyskała większościowe poparcie, Polska musiałaby liczyć się z następującymi konsekwencjami:

1. Powrót barier celnych w handlu towarami, usługami i kapitałem.
2. Odtworzenie granic i systemów wizowych wobec 26 państw UE.
3. Utrata programów edukacyjnych i naukowych (Erasmus+, Horizon, wspólne dyplomy).
4. Spadek inwestycji zagranicznych, transferu technologii i know-how.
5. Ograniczenie wymiany kulturalnej i naukowej.
6. Drastyczne osłabienie samorządów, które dziś w ogromnym stopniu korzystają z funduszy UE.
7. Konieczność samotnego mierzenia się z problemami ponadnarodowymi, takimi jak: bezpieczeństwo handlu; kryzysy zdrowotne (np. pandemia i wspólne zakupy szczepionek); transformacja energetyczna i ochrona klimatu.

Kluczowe pytanie brzmi więc: w jakiej strefie wpływów politycznych, bezpieczeństwa i rozwoju cywilizacyjnego znalazłaby się Polska po Polexicie? Historia i współczesność dają tu jednoznaczną odpowiedź. Brexit – odczuwany do dziś przez obywateli Wielkiej Brytanii – jest konkretnym, empirycznym ostrzeżeniem, a nie abstrakcyjną teorią. Warto też zachować proporcje myślenia o suwerenności. Polska – ok. 20. gospodarka świata – funkcjonuje w globalnym systemie, w którym pojedyncze korporacje mają kapitalizację przewyższającą PKB średnich państw. Suwerenność w XXI wieku to zdolność do współpracy, a nie samotna iluzja siły.

Dlatego narracje polexitowe – niezależnie od intencji ich autorów – obiektywnie wzmacniają interesy Federacji Rosyjskiej, której strategicznym celem jest osłabienie Unii Europejskiej i NATO. I tu pojawia się zasadnicze pytanie do opinii publicznej: czy mamy do czynienia jedynie z polityczną nieodpowiedzialnością, czy z powielaniem dezinformacji korzystnej dla Kremla?

CZAS NA PRZYZWOITOŚĆ, SPRAWDZANIE FAKTÓW i ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA SŁOWA.