Implicytny prezydent Karol Nawrocki oraz jego „wybitni urzędnicy” doczekali się społecznej reakcji na weto Ustawy z dnia 18 grudnia 2025 r. o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 1757).
Uchwalona przez Parlament ustawa miała m.in. chronić obywateli przed nielegalnymi treściami w Internecie – takimi jak pedofilia, oszustwa, mowa nienawiści czy zorganizowana dezinformacja – oraz wprowadzić realną odpowiedzialność platform cyfrowych. Zapewniała także użytkownikom prawo odwołania od decyzji o usunięciu treści, szybszą ścieżkę reagowania na naruszenia prawa, skuteczniejszą ochronę dzieci i młodzieży oraz wizerunku osób i firm.
Jednym z koronnych argumentów pana „Wetomana” oraz wspierającej go prawicy (Prawo i Sprawiedliwość, Konfederacja) było rzekome ograniczenie wolności słowa. Polemika z tak absurdalnym uzasadnieniem jest w gruncie rzeczy bezprzedmiotowa. To tak, jakby uznać, że kodeks drogowy jest zbędny, a gwałtowny wzrost liczby wypadków – który nieuchronnie by nastąpił – i tak należałoby przypisać „winie rządu Donalda Tuska”.
Pozostaje jedynie – być może naiwna – nadzieja, że spontaniczna reakcja społeczna w Internecie na to absurdalne weto stanie się sygnałem ostrzegawczym dla tych, którzy w imię autokratyzacji 3P naszego życia publicznego (populizmu, polaryzacji i postprawdy) wolą niszczyć własne państwo zamiast działać w interesie wspólnoty obywatelskiej, której – z mocy konstytucji – powinni służyć.
Satyra bywa ostatnim językiem rozsądku, gdy władza myli wolność słowa z przyzwoleniem na bezprawie.
CZAS NA PRZYZWOITOŚĆ I RACJONALNE ZACHOWANIE W ŻYCIU PUBLICZNYM.
