ANTYPOLEXIT: „Mit #1: UE odbiera nam suwerenność”

Czy rzeczywiście tracimy samostanowienie, będąc w UE?

 

Niemal od początku rządów Prawa i Sprawiedliwości (dalej PiS) oraz Solidarnej Polski (później Suwerennej Polski, a obecnie partii połączonej z PiS) w latach 2015-2023, słychać było nacjonalistyczno-populistyczną narrację prominentnych polityków tego środowiska, przy wsparciu skrajnie prawicowej opozycji (Konfederacja) oraz współpracujących z władzą szowinistycznych stowarzyszeń, typu „Marsz Niepodległości”, że nasza obecność w Unii Europejskiej godzi w suwerenność Polski. Wraz z rozwojem procesu autokratyzacji naszego Kraju pod rządami prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego i jego akolitów, ekspansja tej fałszywej opowieści narastała, ponieważ obowiązek przestrzegania wartości unijnych zagrażał ich władzy i bezkarności, którą zabezpieczali sobie poprzez upartyjnienie większości kluczowych instytucji konstytucyjnej kontroli jakiejkolwiek władzy.

 

Spróbujmy zatem przyjrzeć się tej propagandowej i niezwykle szkodliwej dla społeczeństwa i państwa polskiego (w aspekcie politycznym, gospodarczym, społecznym i obronnym) narracji tych środowisk politycznych. Wcześniej jednak definicja, abyśmy wiedzieli o czym mówimy.

Suwerenność jest to zdolność do samodzielnego sprawowania władzy politycznej nad określonym terytorium w stosunkach wewnętrznych jak i zewnętrznych. Słowa tego użył bodaj jako pierwszy twórca ideologii francuskiego absolutyzmu, Jean Bodin już w 1576 roku, który pojmował ją jako wyłączność monarchy do sprawowania władzy ustawodawczej i wykonawczej na terenie swego państwa. Współcześnie suwerenność państwa oznacza posiadanie osobowości prawnej, czyli prawa do podejmowania przez władze państwa działań, które uznają za najkorzystniejsze dla interesów narodu (czyli w świetle naszej Konstytucji wszystkich obywateli Rzeczypospolitej, a nie partii aktualnie rządzącej, kimkolwiek ona by była). Granicą suwerenności każdego demokratycznego państwa prawnego jest poszanowanie innych podmiotów prawa międzynarodowego oraz przyjętych na siebie norm, wynikających ze zobowiązań prawno-międzynarodowych, na przykład naszego członkostwa w Unii Europejskiej, w tym przestrzegania zasad praworządności.

 

Definicja sformułowana przez Jeana Bodina pojmowała państwo suwerenne jako takie, które nie uznaje nikogo wyższego od siebie prócz Boga. Może dlatego wyznawcy Jarosława Kaczyńskiego nawiązują do tych tradycji bliskich czasom Średniowiecza, uznając prezesa PiS za swoistego monarchę XXI wieku w Polsce, nad którym władzę może sprawować wyłącznie Opatrzność Boska. Tymczasem złożoność obecnych procesów politycznych, gospodarczych, społecznych, technologicznych, wojskowych i wielu innych, na przykład związanych z rewolucją teleinformatyczną czy globalizacją sprawia, że w pełni suwerenne funkcjonowanie dowolnego państwa może być możliwe jedynie w głowach ignorantów spod znaku PiS lub obu Konfederacji na nieistniejącej wyspie „San Escobar”. Dlatego też prawdziwym, a nie wyimaginowanym wyrazem suwerenności współczesnego, cywilizowanego i demokratycznego państwa jest zapewnienie zdolności pokojowego rozwoju Kraju, poprzez utrzymywanie przyjaznych relacji z innymi państwami w ramach zawartych z nimi, często w imieniu całego narodu, umów międzynarodowych, a nie forsowanie poglądu o rzekomej utracie suwerenności.

 

Niektórzy prominentni politycy polskiej prawicy, dla podkreślenia swojego „wyjątkowego patriotyzmu”, mówili lub pisali o rzekomej okupacji Unii Europejskiej nad Polską, sugerując kłamliwą analogię do czasów II wojny światowej. Niestety taka populistyczna narracja polityków ma miejsce nie tylko w Polsce, ale również w wielu krajach i to nie tylko autorytarnych. Smutnym przykładem tego zjawiska była wypowiedź z 5 marca 2025 roku prezydenta Donalda Trumpa, podczas przemówienia w Kongresie Stanów Zjednoczonych, na inaugurację swojej drugiej kadencji, w której przywódca, najpotężniejszego pod względem gospodarczym i militarnym państwa na świecie, podkreślił potrzebę „odzyskania suwerenności” przez USA. Wcześniej ten przywódca, kiedyś niemal wzorcowej demokracji na świecie, stosował publiczne groźby przejęcia „w taki lub inny sposób” Grenlandii i Kanału Panamskiego oraz sugerował uczynienie Kanady 51 stanem, jeśli nie spełni oczekiwań administracji USA.

 

Na szczęście znakomita większość naszych obywateli zdaje sobie sprawę, że Wspólnota Europejska daje nam swobodny przepływ ludzi, pracy, usług i kapitału, brak ceł, najwyższy rozwój cywilizacyjny od setek lat i wiele innych zalet wynikających z naszego członkostwa w UE.  Jedyną „niedogodnością” dla władzy jest to, że musi przestrzegać praworządności i demokracji. Ta ostatnia to nie tylko wolne wybory, ale również trójpodział władzy, wolność i pluralizm mediów, kontrola władzy przez konstytucyjne instytucje etc., czyli to wszystko co Jarosław Kaczyński postanowił bezprawnie zawłaszczyć podczas swoich rządów, żeby utrzymać się przy władzy, ponieważ grozi mu odpowiedzialność konstytucyjna lub karna z tytułu jego sprawstwa kierowniczego w przekształcaniu nieźle prosperującej przed 2015 rokiem demokracji w autokratyczny system bezprawia.

 

Wyobraźmy więc sobie, że taką nieprawdziwą narrację (nie rządzącej obecnie polskiej prawicy: PiS i obie Konfederacje), popierałaby w przyszłości większość naszych obywateli. Musiałoby to w krótszej lub dalszej perspektywie doprowadzić nasz Kraj do:

 

  1. Kryzysu politycznego w stosunkach międzynarodowych, a w ślad za nim marginalizacji lub wyjścia Polski z politycznych, gospodarczych lub obronnych organizacji międzynarodowych, w tym zwłaszcza UE i NATO.
  2. Powrotu do barier celnych w przepływie usług, towarów i kapitału.
  3. Pojawienia się nowych/starych granic między państwami i wizowych zgód na przemieszczanie obywateli polskich po 26 krajach Wspólnoty.
  4. Braku możliwości studiowania na zagranicznych uniwersytetach.
  5. Zmniejszenia napływu do Polski kapitału i nowych inwestycji zagranicznych oraz know-how.
  6. Ograniczenia wymiany kulturalnej.
  7. Osłabienia roli samorządu terytorialnego oraz jego zdolności do finansowania inwestycji lokalnych i współpracy z ich odpowiednikami w bardziej rozwiniętych cywilizacyjnie krajach Europy.
  8. Konieczności samodzielnego rozwiązywanie ponadnarodowych problemów związanych z: wymianą handlowo-gospodarczą, ochroną zdrowia (na przykład zakupem szczepionek w czasach pandemii), ekologicznych, związanych na przykład z ochroną klimatu i konieczną transformacją energetyczną etc., etc., etc.

 

W jakiej strefie wpływów politycznych, dobrostanu cywilizacyjnego i bezpieczeństwa międzynarodowego się wówczas znajdziemy? Jakie stwarza to perspektywy dla mądrych i przedsiębiorczych obywateli naszego Kraju? Na czym opierać się będzie dalszy rozwój Polski, jeśli „spalimy” wszelkie naturalne podstawy współpracy między naszymi partnerami z innych krajów? Na te i wiele podobnych pytań odpowiedź, dla racjonalnie myślących obywateli, jest oczywista. Jest to droga prowadząca nasz Kraj na skraj bankructwa cywilizacyjnego, osłabienia obronności naszego państwa, podobnego do czasów sprzed II wojny światowej, emigracji politycznej i ekonomicznej wielu obywateli, wzorem tych dzisiejszych imigrantów lub uchodźców wokół naszej granicy z Białorusią, do krajów demokratycznych w Europie i na świecie. Wielu „mędrców” spod znaku PiS (i wcześniej Solidarnej Polski) oraz Konfederacji, puszczając w obieg publiczny fałszywe informacje o suwerenności i „potędze” – faktycznie niemałej, bo dwudziestej na świecie gospodarki naszego Kraju – powinni wiedzieć, że wartość szóstej pod względem wartości firmy USA, czyli portalu społecznościowego Facebook (obecnie Meta Platforms), ma kapitalizację (czyli wartość rynkową) większą o około 1,6 razy od naszego Produktu Krajowego Brutto (PKB). Mierzmy zatem zamiary na nasze możliwości i dbajmy o dobro publiczne wszystkich obywateli, a nie interesy jakiejkolwiek partii politycznej.

 

Fakty w sprawie populistycznej narracji polskiej prawicy na temat „rzekomej” utraty niepodległości w związku z naszą obecnością w UE są dokładnie odwrotne do takiej narracji: Wspólnota Europejska to większa, a nie mniejsza suwerenność Polski – mimo przekazania części kompetencji tej Wspólnocie, którą mamy prawo kształtować i doskonalić jej funkcjonowanie na równych, partnerskich zasadach z innymi krajami.

 

Chciałbym podsumować syntetycznie dzisiejszy post alegoryczno-retorycznym pytaniem: Gdyby doszło do bezpośredniej walki agresywnego niedźwiedzia z małym i zwinnym zajączkiem lub ogromnym, ale trochę powolnym, żubrem, to które zwierzę w pierwszej kolejności poniosłoby druzgocącą porażkę (lub inaczej utraciło swoją „suwerenność”)?

 

CZAS NA PRZYZWOITOŚĆ, bo Europa to wspólny dom, który zwiększa naszą suwerenność w coraz bardziej nieprzewidywalnym świecie.

PS W kolejnym poście obalimy mit # 2: „Polska nie powinna wejść do strefy EURO”. Do zobaczenia!