Poniższa moja wypowiedź to pamflet polityczny:
Według gorliwych wyznawców Donalda Trumpa, pomarańczowy intelektualista z Waszyngtonu coraz wyraźniej upodabnia się do postaci Jezusa Chrystusa. Jego otoczenie pieczołowicie potwierdza to licznymi wizerunkami.
Świeckie, „racjonalne” uzasadnienie tej cudownej transformacji brzmi następująco:
- Jest laureatem-in-spe Pokojowej Nagrody Nobla.
- Zakończył najwięcej wojen w historii ludzkości.
- Rozpoczyna wyłącznie wojny ze złem – zawsze w imię pokoju światowego.
- Gdy w trakcie owych bitew giną uczennice szkół podstawowych, winę ponosi AI, nie on.
- Stróż wolności i praw człowieka: umacnia ład międzynarodowy poprzez Radę Pokoju, złożoną z żywych emanacji wartości głoszonych przez Organizacja Narodów Zjednoczonych.
- Nie ogranicza się do własnego narodu – Kanadę i Grenlandię widzi już jako 51. i 52. stan swojego kraju.
- Europa leży mu szczególnie na sercu: pragnie tu szerzyć reformy proimigranckie i antyfaszystowskie, najlepiej przyjmując Unię Europejską jako 53. stan „najbardziej pokojowego państwa świata”.
- Przez blisko 80 lat osobistego życia był kwintesencją cnót chrześcijańskich:
• miłości bliźniego (nawet wobec tych, co zeszli na złą drogę jak Jeffrey Epstein),
• wierności,
• troski o dobro wspólne,
• empatii wobec słabszych. - Jego inicjatywa MAGA krzewi dobro, pokojowe współżycie oraz szacunek między ludźmi wszystkich ras, religii i kultur – w USA i poza nimi.
- Symboliczną klamrą tej przemiany jest skromność, chronicznie zaniżone poczucie własnej wartości oraz nieposkromiona chęć służenia ludzkości – zamiast interesom osobistym, partyjnym czy nawet narodowym.
CZAS NA PRZYZWOITOŚĆ. Nadszedł moment, by uruchomić rzeczywisty, a nie „nadprzyrodzony” proces przywracania praworządności oraz ładu międzynarodowego. Do dzieła!
