Kolegium redakcyjne Słownika Oksfordzkiego za wyrażenie roku 2016 uznało słowo „post-prawda”. Termin ten „odnosi się do, lub opisuje sytuację, w której obiektywne fakty mają mniejsze znaczenie w kształtowaniu opinii publicznej, niż odwołania do emocji i osobistych przekonań”(zob. Jakub Majmurek, Newsweek). Pojęcie to było znane już wcześniej, jednak szczególną popularność zawdzięcza politykom światowym jak i ich krajowym naśladowcom.
Na świecie mistrzami post-prawdy lub po prostu często kłamliwej retoryki byli w minionym roku „pierwszoligowi” populiści w osobach Donalda Trumpa (kampania prezydencka w USA), Władimira Putina (rosyjska propaganda w kwestii Ukrainy), Marine Le Pen we Francji (stanowisko w sprawie uchodźców i imigrantów) czy Boris Johnson i Nigel Farage (kluczowi inspiratorzy referendum brytyjskiego w sprawie Brexitu).
W Polsce po udanych dla PIS wyborach prezydenckich i parlamentarnych w 2015 „mistrzami” tzw. post-prawdy stało się niemal całe to środowisko, z Jarosławem Kaczyńskim na czele, wspomagane często przez ugrupowanie Kukiz15. Można nieco żartobliwie powiedzieć, że krajowi populiści mają bardzo bogaty repertuar wypowiedzi i quasi argumentów, które sprowadzają się do popularnego stwierdzenia, a mianowicie, jeśli fakty nie są zgodne z głoszonymi przez nas poglądami, to tym gorzej dla faktów.
Spróbujmy zatem wskazać na wybrane, spośród wielu, jakie miały miejsce w naszym, krajowym życiu politycznym post-prawdy w okresie ostatniego 1,5 roku. Można je pokazać na przykładzie trzech zasadniczych grup, a mianowicie: post-prawdy na obszarze obietnic wyborczych, post-prawdy na obszarze propagandowym oraz post-prawdy na obszarze projektów i decyzji władzy ustawodawczej i wykonawczej. Ze względu na ograniczoną objętość niniejszego artykułu, przykłady poniższe będą dotyczyć wyłącznie rządzącego obecnie w Polsce środowiska politycznego i to tylko w wybranych aspektach.
Post-prawdy wyborcze. PIS zrealizowało jak dotychczas niewiele z deklarowanych obietnic wyborczych. Wśród tych niezrealizowanych są między innymi: 500 zł na każde dziecko, a nie na drugie i następne, podniesienie kwoty wolnej od podatku do wysokości 9000 zł, obniżenie podatku VAT, pomoc „frankowiczom”, bezpłatne leki dla seniorów i inne, często świadomie wprowadzające wyborców w błąd np. publiczne zapewnienia wyborców, że Ministrem Obrony Narodowej będzie Jarosław Gowin, a nie Antoni Macierewicz etc., etc.
Post-prawdy propagandowe. Dotyczą one zarówno okresu wyborczego jak i sprawowanej władzy. Na przykład „wprowadzimy pakiet demokratyczny” dla opozycji parlamentarnej. Tymczasem proces uchwalania ustaw sejmowych przypomina farsę, gdzie ogranicza się możliwości wypowiedzi posłów i senatorów opozycyjnych, uchwala się ustawy bez korzystania ze stosownych opinii środowisk, merytorycznie powiązanych z tematyką ustaw etc. Zorganizowaną opozycję obywatelską w postaci choćby Komitetu Obrony Demokracji publicznie nazywa się w sposób całkowicie nieuprawniony komunistami i złodziejami. Tymczasem część prominentnych działaczy PIS-u było w czasach PRL-u prokuratorami lub innymi funkcjonariuszami sowieckiego reżimu. Używa się pomówień, w których bryluje poseł Jarosław Kaczyński, w stylu „nie poprzemy Donalda Tuska na kolejną kadencję Przewodniczącego Rady Europejskiej, ponieważ może zostać w Polsce oskarżony….”. Stosując taką retorykę, moglibyśmy powiedzieć o każdym przeciwniku politycznym, w tym autorze takich stwierdzeń, że ….nie jest wykluczone, że zostanie za jakiś czas skazany za najcięższe przestępstwa, co zresztą w wymiarze politycznym miałoby uzasadnienie, ponieważ jest sprawcą kierowniczym łamania prawa i Konstytucji przez Panią Premier (np. za niepublikowanie prawomocnych orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego) oraz Pana Prezydenta (np. za ułaskawienie osoby nie skazanej prawomocnym wyrokiem lub nie zaprzysiężenia prawomocnie wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego lub zaprzysiężenie nieprawomocnie wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego). Przykładów post-prawdy w obszarze propagandowym jest znacznie więcej. Wystarczy choćby przez chwilę posłuchać telewizji publicznej, która niemal z każdym dniem upodabnia się do środków masowej komunikacji z czasów PRL-u.
Post-prawdy na obszarze projektów i decyzji władzy ustawodawczej i wykonawczej. Obejmują one w większości, z wyjątkiem kilku zrealizowanych obietnic wyborczych, nie zapowiadane w kampanii wyborczej zmiany, które prowadzą de facto do odejścia od demokracji konstytucyjnej i państwa prawa, czyli tych szczególnie cennych dla obywateli, europejskich wartości, jakie odzyskaliśmy po 1990 roku, w kierunku systemu autorytarnego. Klasycznymi hasłami post-prawdy na tym obszarze są uzasadnienia wprowadzanych, w trybie ekstraordynaryjnym ustaw. Na przykład „zmieniamy ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, żeby odpolitycznić jego działalność z czasów rządów PO i PSL-u”, a faktycznie skutek jest dokładnie odwrotny. Po zakończeniu w grudniu kadencji Prezesa Andrzeja Rzeplińskiego, ten ważny dla trójpodziału władzy organ stał się atrapę konstytucyjnej władzy sądowniczej. Podobne post-prawdy używa się dla uchwalanych i wprowadzanych ustaw w innych dziedzinach, takich jak edukacja, media, reformy sądownictwa, czy choćby ostatni projekt ustawy, zakładający skrócenie kadencji samorządowych władz wykonawczych, czyli wójtów, burmistrzów i prezydentów do dwóch kadencji, przy założeniu, że zmiany te powinny działać wstecz. Taka propozycja jest ewidentnym pogwałceniem rozpowszechnionej w Polsce, wywodzącej się z prawa rzymskiego, zasady lex retro non agit (łac. prawo nie działa wstecz), czyli zasady określającej zakaz retroaktywności prawa.
Zarysowane w niniejszej wypowiedzi zjawisko post-prawdy w polskim życiu politycznym oraz wskazane przykłady są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej tego niezwykle szkodliwego zjawiska. Jego istnienie może rodzić wiele negatywnych skutków w sferze świadomości społecznej i niekontrolowanych przez społeczeństwo zmian systemu politycznego oraz społeczno-obywatelskiego.
Warto na zakończenie przypomnieć, że rządzące środowisko PIS uzyskało mandat demokratyczny do sprawowania władzy ustawodawczej i wykonawczej, ale nie ma mandatu na zmianę Konstytucji RP. Próby wprowadzania niekonstytucyjnych zmian, po uprzednim praktycznym unicestwieniu Trybunału Konstytucyjnego, są przejawem faszyzacji naszego kraju, gdzie de facto jedna osoba, zwana prześmiewczo naczelnikiem, próbuje realizować swoją wizję państwa, nie zważając na istniejące w polskiej Konstytucji ograniczenia prawne i wolności obywatelskie.
W związku z powyższym zachęcam innych współobywateli naszej małej ojczyzny, Gminy Rokietnica, do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami na ten i zbliżone tematy, w celu stałego podnoszenia poziomu edukacji i świadomości, zwłaszcza młodego pokolenia, zjawisk politycznych, determinujących w większym lub mniejszym stopniu jakość życia każdego z nas.