W sprawie stwierdzenia ważności wyborów prezydenckich w 2025 roku formułowane są karkołomne logicznie i prawnie propozycje Konfederacji, marszałka Szymona Hołowni czy ostatnio wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza. Nie będę się do nich odnosił, ponieważ wybitny autorytet prawny, Pani Prof. Ewa Łętowska, już je merytorycznie oceniła jako, delikatnie mówiąc, nieroztropne.
Tymczasem sprawa jest w wbrew pozorom bardzo prosta. O ważności lub nieważności wyborów decyduje Sąd Najwyższy (zob. art. 129 Konstytucji). O tym kto zostanie prezydentem tak naprawdę decydują wyborcy, czyli każdy z nas, uczestnicząc w tym demokratycznym akcie. Za organizację i przebieg wyborów odpowiada PKW, która powinna przesłać po wyborach stosowny protokół do Sądu Najwyższego (SN), z którym mają prawo zapoznać się wszyscy sędziowie.
Nawet jeśli w obecnym składzie SN minimalną większość stanowią obecnie sędziowie, powołani niezgodnie z Konstytucją (co potwierdziły europejskie i polskie sądy), to przecież wystarczy, żeby prawidłowo powołani sędziowie SN, stwierdziliby ważność lub nieważność tych wyborów, a tzw. „neosędziowie” niech podejmują w tym względzie swoją opinię.
Jeśli wybory wygra któryś z kandydatów obecnej opozycji (PiS, Konfederacja, Razem lub inni kandydaci), to przy organizacji i kontroli wyborów przez PKW, w której większość mają przedstawiciele obecnej władzy, ich kwestionowanie byłoby nielogiczne zarówno dla prawdziwych sędziów SN jak i tym bardziej tzw. „neosędziów”.
Jeśli wybory, zwłaszcza wyraźnie, wygra któryś z kandydatów Koalicji Demokratycznej, to nawet ich zakwestionowanie przez obecną opozycję oraz ewentualna przychylna decyzja w tej kwestii, powołanej dla ochrony interesów partyjnych PiS, tzw. Izby Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych (która jak wiemy nie jest sądem) nie zdecyduje o tym, kto został prezydentem RP i nie zablokuje jego zaprzysiężenia przed Zgromadzeniem Narodowym.
Należy zatem w mojej opinii zaprzestać jałowej dyskusji polityków i publicystów w tej kwestii, która może być jedynie na rękę tym, którzy próbowali w ostatnich ośmiu latach upartyjnić państwo i instytucje kontroli władzy, żeby nikt nie ośmielił się już zamienić ówczesnej Kleptokracji PiS w demokratyczny system państwa prawa.
Lepiej więc skupić uwagę na wszelkich działaniach obywatelskich zmierzających do tego, żeby prezydentem został wybrany ten kandydat, którego obowiązkiem moralnym i prawnym będzie dbać o wszystkich obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, niezależnie od ich pochodzenia, wyznawanej lub niewyznawanej religii, koloru skóry, akceptowanych przez naszą Konstytucję poglądów i powszechnie szanowanych w krajach demokratycznych praw i wolności człowieka i obywatela, niż podsycać zamęt, służący tym, którzy dzięki niemu i permanentnej dezinformacji, chcą powrócić do władzy dla niej samej i garściami czerpanych z niej profitów osobistych lub partyjnych.
CZAS NA PRZYZWOITOŚĆ i RACJONALNOŚĆ.
