Czy „zero procent” może być droższe niż trzy procent? W polityce polskiej prawicy – jak najbardziej.
Wczoraj usłyszeliśmy kolejną odsłonę ekonomicznej fantastyki politycznej: pomysł „SAFE 0%”, ogłoszony wspólnie przez prezydenta i prezesa NBP. Brzmi świetnie – jak każda bajka o pieniądzach „za darmo”. Problem w tym, że w ekonomii – tak jak w matematyce – dwa plus dwa jednak równa się cztery, a nie „lampa”.
W skrócie: proponuje się odrzucenie europejskiego programu SAFE, który oferuje koszt finansowania modernizacji obronności na poziomie około 3–3,5% rocznie z dziesięcioletnią karencją spłaty kapitału. Zamiast tego mamy sięgnąć do rezerw Narodowego Banku Polskiego i ogłosić triumfalnie, że to „zero procent”.
Tyle że to nie jest żadne zero. Po pierwsze – NBP nie może finansować wydatków rządu, bo zabrania tego Konstytucja RP (art. 220 ust. 2). Po drugie – dochody z aktywów NBP zwiększają wynik finansowy banku centralnego, którego zdecydowana większość w normalnych warunkach trafia później do budżetu państwa. Jeśli te aktywa zostaną sprzedane lub przestaną przynosić dochód, państwo traci przyszłe wpływy. Po trzecie – jeśli sprzeda się złoto lub inne aktywa rezerwowe, państwo traci także przyszłe korzyści z ich wzrostu wartości. A te – jak pokazuje ostatnia dekada – w przypadku złota rosły średnio o kilkanaście procent rocznie. Nawet przy bardzo ostrożnych prognozach oznacza to koszt znacznie wyższy niż 3–4% w „SAFE 0%”.
Krótko mówiąc: „SAFE 0%” to w praktyce znacznie droższe finansowanie niż unijne SAFE 3%. Ekonomia jest tu bezlitosna. Jeśli ktoś twierdzi, że 3% jest droższe niż „0%”, które w rzeczywistości kosztuje więcej, wracamy do klasycznej diagnozy ks. prof. Michała Hellera: „Człowiek może sobie powiedzieć, że dwa plus dwa równa się lampa”. I dokładnie tę logikę znów obserwujemy.
Najpierw PiS i Konfederacja głosują przeciw realnemu programowi wzmacniania polskiej obronności. Teraz pojawia się polityczna „alternatywa”, która dla części prawicowych propagandystów brzmi dobrze w telewizyjnym wystąpieniu Batyra i Glapy, ale ekonomicznie rozpada się po pięciu minutach elementarnej analizy. Bo problem nie polega na tym, że ktoś chce wzmacniać bezpieczeństwo Polski. Problem polega na tym, że część prawicy próbuje to robić w świecie, w którym ekonomia i logika przestają obowiązywać. W świecie, w którym 3 > 6, zero > 6, a „dwa plus dwa = lampa”.
Można ogłaszać „SAFE 0%” i udawać, że ekonomia nie istnieje. Problem w tym, że bezpieczeństwa państwa nie buduje się logiką lampy – nawet w najtwardszym politycznym hełmie.
CZAS NA PRZYZWOITOŚĆ – i elementarną znajomość ekonomii.
