Na dzień przed 8 marca Jarosław Kaczyński ogłosił przyszłego premiera: Przemysław Czarnek. Trudno o bardziej wymowny prezent na Dzień Kobiet. Człowiek, który zasłynął z pouczania kobiet, straszenia „ideologią”, tropienia wrogów wśród nauczycieli, studentów i osób LGBT, ma być teraz twarzą „nowej” Polski.
To zresztą wybór bardzo logiczny. Kiedy partia nie ma już programu, wyciąga z kapelusza ideologicznego komisarza. Kiedy sondaże spadają, potrzebny jest ktoś, kto podniesie temperaturę wojny kulturowej. A kiedy zbliża się perspektywa rozliczeń za lata rządów, przydaje się polityk, który krzyczy tak głośno, żeby nie było słychać pytań o afery.
Dlatego właśnie Przemysław Czarnek jest dziś idealnym kandydatem: trochę kaznodzieja, trochę prokurator moralności, trochę polityczny megafon. Problem w tym, że taki wybór nie świadczy o sile. On świadczy o panice. Bo jeśli największą nadzieją partii, która rządziła Polską osiem lat, jest minister znany głównie z obrażania połowy społeczeństwa — to znaczy, że w magazynie pomysłów zostały już tylko krzyki i stare transparenty.
A to raczej nie jest program dla kraju. To jest program ratunkowy dla partii, która coraz wyraźniej boi się przyszłości. Polacy — a zwłaszcza Polki — zasługują jednak na więcej: na polityczną i społeczną mądrość, racjonalność, współpracę i troskę o dobro wspólne wszystkich Polek i Polaków, w tym często zindoktrynowanych populistyczną propagandą wyborców prawicy i skrajnej prawicy, oraz na przestrzeganie ich praw człowieka i obywatela, w tym praw kobiet do decydowania o sobie. W tym powinny wyrażać się wartości narodowe, a nie w nienawiści i fundamentalizmie religijnym.
CZAS NA PRZYZWOITOŚĆ i normalną, a nie PiS-owską Polskę. Bo polityka strachu nigdy nie zastąpi polityki rozumu.
PS Z okazji dzisiejszego Święta Kobiet życzę wszystkim Paniom spełnienia ich pragnień i marzeń. Wtedy nasze problemy demograficzne rozwiążą się same — bez pomocy przemocowych, religijnych mizoginów.
