Wczoraj sąd pierwszej instancji w sprawie Kaczyński versus Brejza orzekł, że publiczne stwierdzenie lidera PiS – wygłoszone podczas posiedzenia Komisji Śledczej – jakoby poseł Krzysztof Brejza dopuścił się odrażających przestępstw, jest co prawda kłamstwem, ale czynem o niskiej szkodliwości społecznej. W praktyce oznacza to uznanie, że publiczne oskarżenie posła o ciężkie przestępstwa – wypowiedziane przez lidera partii w oficjalnym, parlamentarnym trybie – może być nieprawdziwe, a mimo to uznane przez sąd za prawnie „niegroźne”.
Nie kwestionuję wyroków niezależnych sądów i niezawisłych sędziów – w przeciwieństwie do środowisk prawicy, które czynią to regularnie, gdy orzeczenia nie są po ich myśli. Liczę jednak na skuteczne odwołanie powoda w drugiej instancji i pogłębioną refleksję nad skutkami tego rozstrzygnięcia.
Jako obywatel mam jednak prawo zapytać: czy gdybym publicznie powiedział, że Jarosław Kaczyński jest osobą kierującą się skrajnym cynizmem politycznym, żądną władzy i odpowiedzialną za zorganizowany demontaż konstytucyjnych mechanizmów państwa prawa w latach 2015–2023, prowadzący Polskę w stronę systemu autorytarnego – to czy w ewentualnym procesie wytoczonym mi przez pana Kaczyńskiego niezawisły sąd uznałby, że nawet jeśli taka wypowiedź byłaby „kłamliwa”, to również cechuje się niską społeczną szkodliwością?
Myślę, że Jarosław Kaczyński i jego akolici – w tym Karol Nawrocki – prowadzą proces dla mnie całkowicie nieakceptowalny: systematyczną erozję nie tylko demokracji i praworządności, ale także świadome, przemyślane i wyrachowane obniżanie poziomu świadomości obywatelskiej tysięcy Polek i Polaków. Upraszczają oni rzeczywistość do logiki absurdu, którą znakomicie opisał ks. prof. Michał Heller: „To, co jest wbrew logice, czyli to, co jest sprzeczne, nie może istnieć w przyrodzie. A człowiek może sobie powiedzieć, że ‘dwa plus dwa równa się lampa’, i może na takiej regule budować swoje postępowanie. I nic się nie dzieje. Pioruny nie biją. Świat nadal istnieje; tyle że nieco głupiej. A człowiekowi z ‘logiką lampy’ może nawet lepiej żyje się w tym świecie.” (M. Heller, „Szkice z filozofii głupoty”, s. 62).
Problem polega na tym, że ta „logika lampy” nie pozostaje już prywatnym defektem poznawczym jednostek, lecz staje się świadomie wykorzystywanym narzędziem politycznym – normalizowanym przez liderów prawicy i powielanym przez podporządkowane im media.
Jak pisze dalej ten sam Autor, może to prowadzić do narastania w społeczeństwie zjawiska głupoty fundamentalnej: „Można powiedzieć, że jeżeli ktoś nie ma rozumu, to jest głupi, ale jeżeliby nie wiedział, co z nim zrobić, gdyby mu go ktoś dał, to jest fundamentalnie głupi. Gdy chcę zgłębić bezmiar głupoty, właśnie o taką głupotę mi chodzi.” (tamże, s. 67).
Dlatego apeluję do rządzącej obecnie Koalicji 15 Października, aby przyspieszyła nie tylko reformę wymiaru sprawiedliwości, lecz także uruchomiła na szeroką skalę realny proces edukacji obywatelskiej 2.0 – zanim kłamliwa narracja polskiej i światowej prawicy dokona trwałych, być może nieodwracalnych zmian w myśleniu młodych i starszych obywateli. Zmian prowadzących w stronę trumpowskiej reguły anihilacji prawa, instytucji i ładu międzynarodowego opartego na wartościach, prawach człowieka i obywatela, suwerenności państw oraz zakazie przemocy w stosunkach międzynarodowych i wewnętrznych.
CZAS NA PRZYZWOITOŚĆ, bo państwo, które relatywizuje kłamstwo w polityce, przestaje być wspólnotą obywateli, a staje się wspólnotą łatwowiernych.
