OBYWATELSKA ANALIZA DECYZJI „OBYWATELSKIEGO”, IMPLICYTNEGO PREZYDENTA W SPRAWIE KRS

  1. Wstęp: o co naprawdę toczy się spór

 

Spór o Krajową Radę Sądownictwa nie jest techniczną kłótnią prawników ani akademicką debatą o interpretacje przepisów. To spór o fundamenty państwa: o realną niezależność sądów, o trójpodział władzy i o to, czy obywatel ma prawo do sądu, który jest niezawisły nie tylko z nazwy, lecz także w praktyce. Reformy wprowadzone przez PiS w 2017 roku były punktem zwrotnym – nie w stronę „uzdrowienia” wymiaru sprawiedliwości, lecz w stronę jego politycznego podporządkowania. Europejskie trybunały, Sąd Najwyższy i liczne autorytety prawnicze jasno wskazały, że sposób wyłaniania KRS po 2017 roku naruszał Konstytucję i zasadę trójpodziału władzy.

Dzisiejszy chaos w sądownictwie – przewlekłość postępowań, podważanie statusu sędziów, niepewność obywateli co do mocy wyroków – jest bezpośrednim skutkiem tamtej politycznej demolki. I właśnie w tym kontekście należy oceniać zarówno działania obecnej większości parlamentarnej, jak i decyzje prezydenta Karola Nawrockiego.

 

  1. Działania rządu Koalicji 15 Października: próba wyjścia z chaosu

 

Koalicja 15 Października podjęła próbę uporządkowania sytuacji, proponując nową, kompromisową ustawę o KRS. Jej sens był prosty: przywrócić zgodność z Konstytucją i standardami europejskimi, odbudować zaufanie do procedur nominacyjnych i stworzyć podstawy do realnego uzdrowienia wymiaru sprawiedliwości. Kluczowym elementem było odejście od politycznego wyboru sędziów-członków KRS i powrót do zasady, że o składzie tej Rady decyduje przede wszystkim środowisko sędziowskie – a nie bieżąca większość sejmowa.

To nie była ustawa „rewolucyjna” ani „odwetowa”. Przeciwnie: była próbą wyjścia z zaklętego kręgu sporów, w którym Polska tkwi od lat, i krokiem w stronę normalności, w której wyroki sądów nie są kwestionowane z powodów ustrojowych, a obywatel nie musi się zastanawiać, czy jego sprawa trafiła na „właściwy” czy „niewłaściwy” skład.

 

  1. Prezydent Nawrocki: weto, które pachnie sabotażem państwa

 

Weto prezydenta wobec tej ustawy oraz przedstawienie własnego projektu należy nazwać po imieniu: to nie jest obrona Konstytucji, lecz obrona patologii wprowadzonych w latach rządów PiS. Argumentacja użyta w uzasadnieniu weta powiela dobrze znane, polityczne tezy o „suwerenności” i „mandacie demokratycznym”, które w praktyce służyły jednemu: utrwaleniu wpływu władzy wykonawczej i ustawodawczej na sądownictwo.

Jeszcze bardziej niepokojący jest prezydencki projekt ustawy. To dokument, który nie tylko nie rozwiązuje problemów, ale je pogłębia: wzmacnia chaos, próbuje legitymizować skutki wcześniejszego bezprawia i – co szczególnie groźne – sugeruje pozakonstytucyjne poszerzenie roli prezydenta w systemie wymiaru sprawiedliwości. W praktyce oznacza to krok w stronę modelu, w którym głowa państwa staje się nie arbitrem, lecz aktywnym graczem w politycznej kontroli nad sądami.

Takie działania są na granicy ustrojowego sabotażu. W państwie, które chce być demokratyczne i praworządne, prezydent powinien stać na straży Konstytucji, a nie na straży rozwiązań, które tę Konstytucję obchodzą lub naginają. Retoryka „dobra wspólnego”, używana w uzasadnieniach, brzmi w tym kontekście jak gorzka ironia: dobro wspólne nie polega na utrwalaniu chaosu i niepewności prawnej, lecz na przywracaniu stabilnych, przewidywalnych reguł gry.

 

  1. Ruch marszałka Sejmu: konsultacje zamiast politycznego klinczu

 

Decyzja marszałka Sejmu o skierowaniu prezydenckiego projektu do szerokich konsultacji – w tym do Komisji Weneckiej – to jeden z nielicznych naprawdę odpowiedzialnych gestów w tej sprawie. Zamiast zamykać się w partyjnych okopach, władza ustawodawcza otwiera debatę na opinie ekspertów, instytucji międzynarodowych i środowisk prawniczych. To dokładnie ten standard, którego zabrakło w 2017 roku, gdy zmiany w KRS były przepychane kolanem, w atmosferze politycznej wojny.

Konsultacje nie są panaceum, ale stanowią minimum przyzwoitości w sprawach ustrojowych. Pokazują, że stawką nie jest doraźny interes polityczny, lecz trwały kształt państwa i zaufanie obywateli do prawa.

 

  1. Konkluzja: potrzeba światła, a nie propagandy

 

Jeśli te konsultacje mają mieć sens, ich wyniki muszą zostać rzetelnie i szeroko przedstawione opinii publicznej. Nie w formie propagandowych skrótów, lecz jako uczciwa diagnoza: co w prezydenckim projekcie jest niezgodne z Konstytucją, co pogłębia kryzys, a co realnie szkodzi obywatelom.

Tylko w ten sposób można obnażyć fałsz retoryki, w której autorytarne ciągoty opakowuje się w hasła „dobra wspólnego” i „obrony państwa”. Bo prawdziwe dobro wspólne to nie władza nad sądami, lecz niezależne sądy dla obywateli. A prawdziwa suwerenność państwa nie polega na ignorowaniu standardów praworządności, tylko na budowaniu instytucji, które są silne, bo są uczciwe, przejrzyste i odporne na polityczną pokusę nadużyć.

 

CZAS NA PRZYZWOITOŚĆ i przywrócenie trójpodziału władzy w Polsce.