Szef zorganizowanej, politycznej grupy, łamiącej od czterech lat, naszą Konstytucję i praworządność, czyli Jarosław K., na wczorajszej Konwencji PIS, po raz kolejny szczuł i podżegał do nienawiści w stosunku do jakiś wyimaginowanych wrogów rodziny, znajdujących się w jego mniemaniu oczywiście w opozycji (bo przecież nie w swoich szeregach, wszak trwa kampania wyborcza). Jest to zachowanie niegodne lidera politycznego, chyba że dla niego wzorem cnót politycznych są dyktatorzy lub faszyści, którzy bez nienawiści i bezzasadnego piętnowania i dzielenia społeczeństwa nie wyobrażają sobie swojego politycznego bytu, ponieważ ich wyobraźnia nie sięga do takich wartości jak miłość bliźniego (mimo deklarowanego publicznie przywiązania do jedynie słusznej w dziejach świata, nieskazitelnej w działaniach swych urzędników, ideologii), obywatelskość, tolerancja dla odmienności etnicznych, wyznaniowych, seksualnych czy kulturowych, wreszcie takiego modelu państwa, w którym prawo stoi ponad władzą, a nie odwrotnie. W zasadzie ten umiłowany przez większość osób z Polski Południowo-Wschodniej „wybitny mąż stanu” jest przywiązany do jedynej, cennej dla niego wartości, jaką jest chęć utrzymania się przy władzy za wszelką cenę, nawet, za cenę łamania praw i wolności obywatelskich.