Wystąpienie przedstawiciela absolwentów na jubileuszowej konferencji z okazji 60 lat Nauk o Zarządzaniu w Politechnice Poznańskiej

1. Powitanie.

a. Panie Rektorze, Pani Dziekan, Zaproszeni Goście, Szanowni Państwo, na wstępie chciałbym podziękować organizatorom dzisiejszej jubileuszowej konferencji za zaproszenie i możliwość krótkiego wystąpienia przed tak szacownym audytorium.

b. Jestem absolwentem dawnego już pokolenia, ponieważ studiowałem na ówczesnym Wydziale Mechaniczno-Technologicznym w latach 1969-1974, specjalność „Organizacja pracy i ekonomika przedsiębiorstw budowy maszyn”. Pozytywnym aspektem nauki w tym okresie było między innymi to, iż miałem okazję osobiście poznać „prekursora” nauk o organizacji i zarządzaniu na Politechnice, Profesora Teobalda Olejnika, który cieszył się wśród nas niekwestionowanym autorytetem. Przed dzisiejszym spotkanie zajrzałem do indeksu, przedmiot który zdawałem u Profesora nazywał się „Podstawy organizacji produkcji i planowanie wykonawcze” (dwie części, dwa egzaminy; dostałem oceny: bardzo dobrą i dość dobrą, czyli 3,5).

c. Warto jednak przypomnieć, zwłaszcza młodszemu pokoleniu absolwentów i pracowników Wydziału, że tamte czasy realnego socjalizmu, zwłaszcza w latach 50-tych i 60-tych nie były łatwe dla rozwoju nauki o organizacji i zarządzaniu w Polsce, ponieważ generalnie władze polityczne bloku sowieckiego uznawały tę naukę za imperialistyczny sposób „zniewalania mas pracujących i bogacenia się kapitalistów”.

d. Prawdą jest również to, że logika funkcjonowania tamtego systemu gospodarczego i działających w nim przedsiębiorstw (dodajmy, głównie państwowych) nie wymuszała racjonalności ekonomicznej. Dlatego też prekursorzy nauki o organizacji i zarządzaniu oraz prakseologii (tacy jak Profesorowie Tadeusz Kotarbiński, Jan Zieleniewski, czy choćby wspomniany Profesor Teobald Olejnik), byli pasjonatami dobrej roboty oraz teoretykami i praktykami sprawnego działania i mikroekonomicznej racjonalności. Niestety wdrożenie do praktyki gospodarczej wielu Ich słusznych zasad i wytycznych było możliwe dopiero po zmianie uwarunkowań systemowych w 1989 roku, wraz z początkiem transformacji ustrojowej w naszym kraju, czyli zmianami politycznymi, które utorowały drogę do wdrożenia gospodarki rynkowej wraz z jej dwiema fundamentalnymi wartościami, czyli konkurencją i prywatną własnością oraz stosownymi instytucjami i regulacjami właściwymi dla gospodarki kapitalistycznej.

2. Rozwinięcie

a. Mimo powyższych ograniczeń, w tym również jakości programów i metod nauczania, studenci i późniejsi absolwenci tej specjalności traktowani byli jako potencjalni dyrektorzy, a nie klasyczni inżynierowie od maszyn, urządzeń, czy technologii i ……coś w tym było prawdziwego. Tak naprawdę wielu z nas nie było ani sensu stricto inżynierami (do dnia dzisiejszego w moim rodzinnym domu trudne sprawy techniczne powierzam mojej żonie), ani też nie mieliśmy dostatecznego przygotowania merytorycznego w dziedzinie strategii i modeli biznesowych, marketingu, projektowania struktur organizacyjnych i finansów, a nawet organizacji systemów produkcji lub zarządzania jakością (może z wyjątkiem projektowania linii lub gniazd produkcyjnych), ponieważ …..nie wymuszał takich rozwiązań mechanizm ówczesnej gospodarki nakazowo-rozdzielczej, a zatem…… nie znajdowało to również adekwatnego odzwierciedlenia w programach nauczania.

b. Ale i tak, mimo powyższych niedogodności większość z nas znalazła swoją satysfakcję zawodową, kontynuując pasję naszych nauczycieli akademickich, zdobywając stopnie i tytuły naukowe lub zajmując eksponowane stanowiska menedżerów bądź prezesów w wielu firmach, czy też rozwijając własne działalności gospodarcze, zwłaszcza po 1989 roku. Myślę, że osiągnięcia zawodowe naszego pokolenia zawdzięczamy przede wszystkim splotowi różnorodności zdarzeń historycznych, w których uczestniczyliśmy, a mianowicie:

  • Po pierwsze, impulsowi uczenia i racjonalnego myślenia jakie dała nam uczelnia, Politechnika Poznańska ( w tym również kombinowania jak zdać przedmioty, które w naszej ówczesnej opinii w zasadzie do niczego w przyszłej aktywności zawodowej organizatorów i menedżerów nie były specjalnie potrzebne np. mechanika płynów, termodynamika, wytrzymałość materiałów, spawalnictwo, odlewnictwo, suwnice etc.).
  • Po drugie, przypadkowi (jak w filmie Krzysztofa Kieślowskiego, pod takim właśnie tytułem), choć ten czynnik być może nie był powszechny, aczkolwiek na pewno nie był odosobniony. Determinował on zawodowe losy wielu z nas, jak choćby mój osobisty przypadek…. Na ostatnich, chyba dwóch latach studiów, miałem stypendium fundowane z Wolsztyńskiej Fabryki (zlokalizowanej w moim rodzinnym mieście). Po obronie pracy magisterskiej, zanim udałem się do pracy, musiałem wykonać stosowne badana lekarskie (tu mała, autentyczna dygresja, o zdarzeniu, które zapamiętam do końca życia. Wychodząc z aparatu rentgenowskiego wszedłem do pokoju, w którym zostawiłem swoje „górne odzienie”. Nagle usłyszałem potworny krzyk trzech kobiet, przygotowanych już w pełni, a może raczej w połowie, ponieważ były nagie od pasa w górę, do prześwietlenia. Odwróciłem się natychmiast, poprosiłem o podanie koszuli i chyłkiem wyszedłem, chyba bardziej zestresowany od tych pań). Z gotowymi wynikami badań poszedłem do pracy, ale już w tym pierwszym dniu spotkał się ze mną dyrektor tego przedsiębiorstwa i poinformował, że on tak w zasadzie nie wie co ze mną zrobić i jeśli znajdę jakieś rozwiązanie tej sytuacji dla obu stron to on to zaakceptuje. Jedynym rozwiązaniem w ówczesnych przepisach prawnych, które nie zobowiązywało do zwrotu pieniędzy z tytułu stypendium fundowanego była praca na uczelni w charakterze nauczyciela akademickiego. I tak zostałem asystentem w Zakładzie Ekonomiki i Organizacji Przedsiębiorstw, Instytutu Ekonomiki Produkcji Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, którym kierował Prof. dr hab. Józef Boroń. I to też był przypadek, o którym mogę opowiedzieć później w kuluarach naszego spotkania.
  • Po trzecie, powodem osiągnięć zawodowych moich rówieśników była konieczności zaspokojenia podstawowych potrzeb ludzi naszego pokolenia , nazywanych przez współczesnych socjologów „baby boomers” (czyli osób urodzonych między 1946 a 1967 rokiem), mentalnie nastawionych na „ciężką pracę”, często kosztem rodziny, przyjaciół i wolnego czasu.
  • Po czwarte, osobistych ambicji i motywacji zrobienia czegoś pożytecznego, mimo absurdalności systemu politycznego i gospodarczego, w jakim funkcjonowały przedsiębiorstwa i instytucje państwowe.

c. Pojawia się zatem pytanie: czy wobec doświadczeń edukacyjnych i zawodowych naszego pokolenia absolwentów jesteśmy w stanie sformułować jakiś paradygmat sensownych zaleceń dla młodszych pokoleń spod znaku „X” (przypomnę, tak nazywani są pracownicy w wieku 31-44 lata, którzy , jak się powiada, żyją, aby pracować), pokolenie „Y” (czyli osoby w przedziale wieku 20-30 lat, którzy odwrotnie niż pokolenie x pracują, żeby żyć) i wreszcie pokolenie „Z” ( są to osoby, które jeszcze studiują albo kończą szkoły średnie, ale już zaczynają pojawiać się na rynku pracy)?

Pages: 1 2