RADA POKOJU CZY TRAGIFARSA?

Donald Trump ogłosił właśnie światu nową koncepcję pokoju: stworzyć „Radę Pokoju” wokół Strefy Gazy i zaprosić do niej elitę globalnej autokracji. W jednym pokoju mają więc zasiąść m.in. Władimir Putin, Alaksandr Łukaszenka i Viktor Orbán – czyli ludzie, dla których prawo międzynarodowe jest co najwyżej dekoracją, a „pokój” oznacza ciszę po zbombardowaniu.

To nie jest dyplomacja. To geopolityczny kabaret. „Rada Pokoju” w wersji Trumpa nie ma nic wspólnego z Organizacja Narodów Zjednoczonych, prawem humanitarnym ani odpowiedzialnością za los ludności cywilnej. Ma natomiast wszystko wspólne z neoimperialną giełdą wpływów, w której wojna staje się inwestycją, a „stabilizacja” oznacza kontrolę nad terytorium, surowcami i kontraktami odbudowy.

Jak trafnie zauważa Dariusz Rosati, jest to projekt pozbawiony legitymacji prawnej i moralnej – próba obejścia istniejącego porządku międzynarodowego przez klub silniejszych, którzy sami są częścią problemu. Roman Kuźniar idzie jeszcze dalej: to wizja świata, w którym pokój ustala się ponad głowami narodów, a demokracja traktowana jest jak zbędny balast.

Trump nie proponuje pokoju. Proponuje pokój bez prawa, bez powszechnie uznanych organizacji międzynarodowych i bez odpowiedzialności. To powrót do przedwojennej logiki koncertu mocarstw – tyle że w świecie po Jałcie i po doświadczeniu wojen totalnych, z tą różnicą, że dziś skutkiem takich „koncertów” są i mogą być kolejne masowe groby, a nie salonowe układy.

Jeśli to ma być nowa architektura świata, jest to architektura ruin. A „Rada Pokoju” Trumpa przejdzie do historii jako jeden z najdroższych żartów geopolitycznych naszych czasów – śmieszny wyłącznie dla tych, którzy nie płacą za niego krwią.

CZAS NA PRZYZWOITOŚĆ ORAZ SZACUNEK DLA PRAWA MIĘDZYNARODOWEGO I ONZ.